Drugi kwartał przyniósł odbicie – Analiza techniczna z dnia 12.04.2021
Kalendarz często odgrywa ważną rolę w kształtowaniu ruchów na rynku walutowym. Czy to chwile publikacji ważnych odczytów makro, czy może posiedzenia i decyzje władz monetarnych, czy też wydarzenia, które wprowadzają niepewność, jak np. wybory prezydenckie lub parlamentarne. Jednak tym razem przełomowy moment dla forexu nadszedł wraz z końcem pierwszego i początkiem drugiego kwartału, gdy trudno było mówić o jakichś fundamentalnych zmianach.
Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.03.2021 – 12.04.2021.
|
Para walutowa |
EUR/USD |
EUR/PLN |
GBP/PLN |
CHF/PLN |
|
Minimum |
1,1707 |
4,5265 |
5,2119 |
4,1112 |
|
Maksimum |
1,1941 |
4,6727 |
5,4773 |
4,2288 |
EURUSD
Wykres kursu euro do dolara, interwał 1-godzinny
Dzisiejszą analizę rozpoczniemy od głównej pary walutowej świata, która przez swoją rynkową „wagę” częstokroć kształtuje obraz całego forexu. Do końca marca obserwowaliśmy wyraźne umocnienie dolara, a kurs EUR/USD wykreował trend w kierunku południowym, który nie pozostawiał wątpliwości, kto jest dominującą stroną w tej rozgrywce. Jednak im niżej byliśmy, tym spadkowy korytarz coraz wyraźniej się zawężał, co mogło być wskazówką, że w końcu dojdzie do jego trwałego wybicia i albo pogłębienia wcześniejszej tendencji, albo odbicia. Euro znalazło wreszcie kluczowe wsparcie niewiele powyżej 1,17 $, czyli poziomu widzianego ostatnio na początku listopada i wtedy nadszedł nagły zwrot akcji. Na wykresie możemy zobaczyć prawie lustrzane odbicie wcześniejszego ruchu, które w szybkim tempie doprowadziło kurs w okolice 1,192 $. Jednak tak szybkie i wyraźne zmiany trendu z reguły wiążą się z korektami. W piątek została podjęta pierwsza próba wydostania się z korytarza wzrostowego, jeszcze nieudana, ale już druga, która miała miejsce dziś w nocy, osiągnęła sukces. Możliwe, że w już nadchodzących godzinach dowiemy się, czy będzie ona skuteczna w dłuższej perspektywie, ponieważ kurs próbuje już wrócić na poprzednie tory. Jeśli mu się to uda i ruch na północ będzie kontynuowany, to po pokonaniu oporu niewiele powyżej 1,193 otworzy się ścieżka w kierunku 1,20 $. Jednak jeżeli rynek nie zechce wrócić do tego korytarza, to prawdopodobne jest wykreowanie trendu bocznego i oczekiwanie na wyraźny impuls do dalszego ruchu.
EURPLN
Wykres kursu euro do złotego, interwał 1-godzinny
Skoro dolar słabnie na szerokim rynku, to z reguły oznacza to risk off, równoznaczny z umocnieniem polskiego złotego. Właśnie z tym mamy do czynienia w tej chwili. Wróćmy jednak jeszcze do końcówki marca, gdy świat walutowy wyglądał zupełnie inaczej. Kurs euro bez znaczących oporów podążał na północ, ostatecznie osiągając 4,67 zł. Trudno było tu mówić o jakimś zwyczajnym osłabieniu, skoro taki poziom ostatnio mogliśmy widzieć 12 lat (!) temu, a był on skutkiem ówczesnego kryzysu finansowego. I tak oczywiście w tej chwili wciąż znajdujemy się w kryzysie pandemicznym, jednak aż tak wyraźna niemoc złotego, nawet w porównaniu do innych walut koszyka EM, nie miała wiele wspólnego z fundamentami. Pewne tropy wskazują na to, że inwestorzy grali przeciwko naszej walucie przez cały pierwszy kwartał, a gdy on się skończył, zamknęli te pozycje i ruszyli z impetem do odwrócenia sytuacji. Przecena była szybka i wyraźna, połykając praktycznie w dwa dni dystans 8 groszy. Rynek chyba uznał, że tak jak nieracjonalnie słaby był wcześniej PLN, tak i odwrotny ruch nie ma fundamentalnego podkładu i postanowił na chwilę go zahamować, kreując ok. 2-groszowy skok w bok. Nie trwało to jednak długo, a my ponownie obserwujemy mocny ruch na południe. Dzisiaj kurs euro próbuje pokonać kolejny opór powyżej 4,52 zł i istnieją duże szanse, że mu się to powiedzie. W ten sposób otworzy się droga w kierunku 4,50 zł, a przed nami w tym kontekście zostaną postawione ważne pytania. Chociaż prezes Adam Glapiński zarzekał się na piątkowej konferencji, że NBP nie wyznaczył sobie żadnej konkretnej granicy, przy której rodzimy bank centralny zamierza bronić kursu, to jednak obserwatorzy mają lepszą pamięć i właśnie 4,50 zł było poziomem, który NBP chciał osiągnąć, przeprowadzając interwencje walutowe w grudniu. Jeśli rynek postanowi go wybić, to musimy być gotowi na werbalne reakcje banku centralnego i członków RPP. Stawiam jednak tezę, że jeśli ogólnorynkowy tryb risk off będzie trwał, to inwestorzy nie przejmują się tym szczególnie. Wtedy NBP może poczuć się wywołany do tablicy i ponownie będzie chciał przeprowadzić operacje osłabiającego złotego. Czy tak rzeczywiście będzie? Zmiana retoryki prezesa może wskazywać, że tym razem bank centralny będzie się tylko przyglądał sytuacji, powtarzając swoje zwyczajowe formułki.
GBPPLN
Wykres kursu funta do złotego, interwał 1-godzinny
Tak jak złoty wydawał się nieracjonalnie słaby, tak i siłę funta szterlinga na szerokim rynku można było określać jako przesadzoną. Oczywiście za taką pozycją wyspiarskiej waluty stał fakt, że w tej chwili Zjednoczone Królestwo jest jednym z państw, które najlepiej radzi sobie z ujarzmieniem epidemii na swoim terytorium, a tempo akcji szczepień zawstydza kontynentalną Europę. Dzięki temu rząd Borisa Johnsona może znosić kolejne restrykcje i odmrażać gospodarkę, a to zwiastuje szybsze odbicie niż w innych krajach. Do końca marca obserwowaliśmy stabilny ruch na północ na parze GBP/PLN, który w szczytowym momencie doprowadził kurs funta niewiele poniżej 5,48 zł i wielu ekspertów zastanawiało się, kiedy ujrzymy atak na 5,50 zł. Warto podkreślić, że w tym miejscu ostatni raz znajdowaliśmy się 5 lat temu, jeszcze przed wynikiem brexitowego referendum. Jednak do żadnego ataku nie doszło, a wręcz przeciwnie, bo ogólnorynkowa zmiana sentymentu szybko wybiła dołem korytarz wzrostowy. Podobnie jak w przypadku pary EUR/PLN ruch na południe został na kilka dni powstrzymany, a my mogliśmy zobaczyć trend boczny. Nie trwało to jednak długo, a spadek, który następnie obserwowaliśmy, był naprawdę imponujący. Rzadko mamy do czynienia z sytuacją, gdy bez fundamentalnych powodów w niecałe 2 tygodnie zostaje połknięte aż 26 (!) groszy. Na razie wsparcie przy 5,21 zł zatrzymało dalszy ruch i możemy zauważyć próbę wykreowania nowego trendu bocznego, który także tu może być zwiastunem wyczekiwania inwestorów na wyraźny impuls do dalszych działań.
CHFPLN
Wykres kursu franka do złotego, interwał 1-godzinny
Trochę inny obraz widzimy na parze CHF/PLN. Inny w takim sensie, że w końcówce poprzedniego miesiąca kurs franka nie wykreował nowych, wieloletnich szczytów (a nawet nie tegoroczne) i momentami mimo wyraźnych ruchów, ostatecznie najlepiej czuje się w trendach bocznych. Długimi chwilami w drugiej połowie marca poruszał się ok. 2-groszowym korytarzem, który ostatecznie wybił górą i nie mogło być inaczej, gdy polski złoty na walutowym ringu wisiał na linach. Jednak ten ruch nie był spektakularny, a po dojściu poniżej 4,23 zł ponownie otrzymaliśmy uspokojenie i nowy trend boczny. Następnie przyszedł przełom kwartałów, risk off, a co za tym idzie gwałtowny spadek, który ostatecznie na kilka dni znowu stworzył kolejny boczny korytarz. Złoty jednak niestrudzenie próbuje podążać na południe, ale na razie odbił się od wsparcia przy 4,11 zł. Jeśli uda mu się je pokonać, to otworzy się droga w kierunku najpierw 4,08 zł, a następnie 4,06 zł. Jeżeli jednak wybije spadkowy korytarz górą, to szybko możemy się kierować w okolice oporu przy 4,16 zł. Wiele w kontekście najbliższej przyszłości tej pary miał wyjaśnić „frankowy” wyrok Sądu Najwyższego, który miał być ogłoszony jutro. Jednak SN po raz kolejny odsunął ogłoszenie orzeczenia, tym razem na 11 maja. Po drodze pod koniec kwietnia w sprawie powiązanej z tym tematem wypowie się także TSUE. Dlatego, tak jak do tej pory przecena CHF była najmniejsza spośród opisywanych przez nas par złotowych, tak po tych informacjach wydaje się, że trudno oczekiwać wyraźnych ruchów na CHF/PLN do czasu sądowych rozstrzygnięć. Nie pomaga też postawa NBP, który z jednej strony mówi, że chętnie zaangażuje się w rozwiązanie problemu, aby zaraz potem dodać, że najpierw to jednak banki powinny wypracować wspólne stanowisko. Dlatego w tej chwili za najbardziej prawdopodobne należy uznać, że kurs franka szwajcarskiego będzie podążał wraz z ogólnorynkowym sentymentem, ale nie tak mocno i wyraźnie, jak ma to miejsce w przypadku pozostałych głównych walut.