Na EUR/USD znów powyżej 1,19 – Komentarz walutowy z dnia 10.02.2026
Dolar wraca do wyraźnej słabości. Analitycy nie są zgodni, co stoi za tym ruchem, ale amerykańska waluta jest zdecydowanie w odwrocie. Rynki na razie przyjmują to dość neutralnie. W tle frank szwajcarski bije kolejne historyczne maksima.
Słabszy dzień dolara
Poniedziałek był specyficznym dniem na rynkach. Z jednej strony kalendarz danych makroekonomicznych świecił pustkami, a z drugiej widzieliśmy silne odejście od dolara na rzecz euro. Amerykańska waluta straciła około 1 centa względem europejskiej i wyszła powyżej poziomu 1,19. To okolice, w których dolar w ostatnich miesiącach pojawiał się tylko na krótko – zwykle w momentach większych napięć na rynku. Co sprawia, że znów tam jesteśmy? Tu analitycy nie są zgodni. Część uważa, że to gra pod obniżki stóp procentowych, ale patrząc na kontrakty terminowe, nie widać tam zmian uzasadniających tak silne ruchy walut. Z drugiej strony przed nami co najmniej dwa ważne odczyty z USA w tym tygodniu: dane z rynku pracy w środę oraz inflacja w piątek. Część komentatorów wskazuje, że może to być wynikiem ustawiania się inwestorów pod negatywną niespodziankę.
Jak reagują rynki?
Co ciekawe, słabnący dolar nie wywołuje dziś takiego entuzjazmu, jak jeszcze niedawno. Złoto podskoczyło wczoraj o kilkadziesiąt dolarów, ale zmiana była w dużej mierze efektem luki na otwarciu po weekendzie. Kryptowaluty w drugiej połowie dnia lekko zyskały, jednak dziś rano znów szukają dna. Kakao ponownie testuje swoje minima kursowe, od których w ostatnich tygodniach kilkukrotnie się odbijało. Dla nas najważniejszym efektem było chyba umocnienie się złotego. O tym, że nie był to rezultat działań polskich, świadczy fakt, że niemal tak samo umacniał się forint węgierski. W Czechach ruch był mniej korzystny dla korony, ale biorąc pod uwagę, że stopa bezrobocia okazała się wyższa od oczekiwań, można zrozumieć mniejszy entuzjazm inwestorów związanych z tym krajem.
Frank znowu u łask
Rynki lubią waluty na trudne czasy, a z jakiegoś powodu taką rolę pełni frank szwajcarski. Dla osób, które nie śledzą tego rynku, może być zaskoczeniem, dlaczego inwestorzy tak chętnie lokują swoje środki w tym górzystym kraju w środku UE. Co ciekawe, dzieje się to pomimo faktu, że nawet na tle euro, które jest bardzo nisko oprocentowane, frank wygląda mizernie. Główna stopa procentowa w Szwajcari wynosi bowiem równe 0%, a 10-letnie obligacje dają obecnie co roku mało imponującą wartość – 0,25%. Dla porównania: Polska płaci ponad 5%, USA ponad 4%, a Niemcy niecałe 3%. Mimo to frank jest dziś kolejny raz w tym roku niemal najsilniejszy w historii wobec euro i dolara. Niemal, bo w 2015 roku – podczas tzw. uwolnienia kursu franka – przez kilka kwadransów notował on absurdalne poziomy i był wówczas droższy. Warto też zauważyć, że szacuje się, iż na rynku pozostała już tylko 1/3 liczby aktywnych kredytów frankowych w porównaniu ze szczytem. W efekcie wzrosty franka nie straszą dziś tak, jak kiedyś. Nie bez znaczenia jest również silny PLN, który częściowo amortyzuje umocnienie CHF.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.