Waluty wyceniają koniec wojny – Komentarz walutowy z dnia 16.04.2026
Polski złoty – ale i również inne waluty naszego regionu – pokazują ostatnio dużą siłę. W przeciwieństwie do początku wojny w Zatoce Perskiej inwestorzy chętnie lokują tutaj pieniądze. Dolar traci ósmą sesję z rzędu, a patrząc na doniesienia z FED, to perspektywy nie są dla niego najlepsze. Ropa wciąż droga, ale nie ekstremalnie.
Złoty znów silny
Na rynku walutowym trwa poszukiwanie dobrych stóp zwrotu, a kapitał płynie szerokim strumieniem w rejony bardziej ryzykowne, ale też potencjalnie zyskowne. Polska jest jednym z beneficjentów tego trendu. Podobny obraz w naszym regionie widać też w Czechach. Węgierski forint od początku tygodnia pozostaje mniej więcej na niezmienionym poziomie, ale ta waluta bardzo silnie zyskała tuż po wyborach. Co ciekawe, mimo gwałtownego, ponad 3% umocnienia w wieczór przed wyborami i poranek po nich, nie doszło jeszcze do korekty, co przy tak silnych ruchach jest raczej ewenementem. Kurs euro testuje dzisiaj poziom 4,23 zł, a dolar spadł już poniżej 3,59 zł. W obu przypadkach wracamy zatem w okolice sprzed całego konfliktu. O ile waluty już są w normalnych cenach, to surowce wciąż nie.
Rynki ignorują wydarzenia z Zatoki Perskiej
USA rozpoczęły aktywną blokadę Cieśniny Ormuz. Amerykańska marynarka zawraca statki, które czekają przed wejściem do zatoki. Wydawać by się mogło, że skoro Amerykanie blokują przejście z jednej strony, a Iran z drugiej, to ceny ropy naftowej będą wyznaczały kolejne maksima. Nic bardziej mylnego. Wygląda na to, że rynki uznały, że mamy właśnie do czynienia z ostatnim pokazem siły w tym konflikcie i zaraz będzie on wygaszany. Dlaczego inwestorzy wierzą w racjonalność obecnej administracji USA oraz nowo przejętej władzy w Iranie? W sumie nie wiadomo. Jednak jak mówi ich stare przysłowie: „lepiej mieć pieniądze niż rację”. Ropa naftowa wczoraj przykleiła się w okolice poziomu 95 USD za baryłkę Brent. Dolar z kolei ósmą sesję z rzędu tracił względem euro. Pokazuje to powrót kapitału z bezpiecznej przystani. Należy jednak pamiętać, że mamy czwartek. Jeżeli szybko nie pojawią się jakieś dodatkowe wiadomości, istnieje ryzyko korekty. Niewykluczone bowiem, że nadchodzący weekend może jednak wywołać powrót strachu na rynki.
Dane zza oceanu
Im mniej inwestorzy patrzą na Zatokę Perską, tym bardziej trzeba się przyglądać danym makroekonomicznym. Wczoraj jednak było ich niewiele. Dużo lepszy od oczekiwań okazał indeks NY Empire State, ale uwagę przykuła bardziej tzw. Beżowa Księga, czyli zapiski z posiedzenia FED. Wygląda na to, że FED dostrzega ograniczenie aktywności gospodarczej. Oczywiście głównym czynnikiem ryzyka pozostaje wojna w Zatoce Perskiej, określana ostrożnie konfliktem. Pojawiają się oczywiście dyskusje o możliwej stagflacji (równoczesne połączenie stagnacji i inflacji). Na razie jednak USA nie znajdują się w tym bardzo niepożądanym stanie. Wskazano również pewne problemy na tamtejszym rynku pracy, głównie w niechęci do długoterminowego zatrudniania. Widać też spadek wydatków w sektorze budowlanym, spowodowany oczekiwaniem na tańszy kredyt. Ten jednak – patrząc na prognozy względem stóp procentowych – ma pozostać na obecnym poziomie jeszcze niemal 1,5 roku.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.