Coraz drożej się finansujemy – Komentarz walutowy z dnia 17.03.2026
Wojna w Zatoce Perskiej to nie tylko wysokie ceny paliw, to również wyższe koszty kredytowania się Polski po ucieczce kapitału z rynku obligacji. Inflacja bazowa w Polsce daje nadzieję dla naszych portfeli. W rejonie Cieśniny Ormuz wciąż jest gorąco.
Poniedziałkowa „stabilizacja”
Wczorajszy dzień wojny trudno nazwać stabilizacją. Z jednej strony doszło do ataków m.in. na lotnisko w Dubaju, co wstrzymało loty na kilka godzin. To pokazuje, że Iran kontynuuje wywieranie presji, atakując cele cywilne. Z drugiej strony jeden tankowiec – po uzgodnieniu ze stroną irańską – przekroczył wczoraj Cieśninę Ormuz. Jak reagują rynki? Cena ropy spadła wczoraj w okolice 100 USD za baryłkę, by dzisiaj nad ranem znów wrócić do 104 USD. Kurs euro względem dolara również szedł w górę. Była to korekta po ostatnich umocnieniach amerykańskiej waluty. Ciężko jednak powiedzieć, czy to stabilizacja, czy oddech ulgi po mniej ekstremalnym weekendzie, niż zakładali analitycy. Wraz z umacniającym się euro względem dolara, zyskiwał wobec amerykańskiej waluty również złoty.
Inflacja bazowa w Polsce
Wczoraj poznaliśmy jeden z najważniejszych wskaźników – inflację bazową. Jest to miara inflacji bez wpływu cen żywności i energii. Za luty zobaczyliśmy 2,5%, czyli dokładnie środek naszego celu inflacyjnego. Jest to o tyle istotny parametr, że w obliczu aktualnych wydarzeń standardowy wskaźnik inflacji zostanie wkrótce silnie zaburzony szokiem, jakim jest wzrost cen paliw. Inflacja bazowa powinna być jednak względnie stabilna i pokazywać nam, co faktycznie się dzieje z cenami – zakładając, że po wojnie w Zatoce Perskiej ropa wróci cenowo w okolice punktu wyjścia. Inflacja bazowa w lutym okazała się o symboliczne 0,1% niższa od oczekiwań. Jest to argument wspierający ostatnią decyzję RPP o cięciu stóp procentowych.
Czy to spadek zaufania do Polski?
Rentowność polskich obligacji od początku wojny wzrosła z okolic 5% do poziomu 5,7%. Po drodze znajdowała się nawet w okolicach 5,9%. Co to oznacza? Rentowność obligacji to rynkowa stawka, po której inwestorzy są skłonni inwestować w dane papiery dłużne. Im wyższy parametr, tym większa jest oczekiwana marża. Obecnie mamy zatem gwałtowny wzrost oczekiwanej marży skoro rentowność rośnie. Nie jest jednak tak, że jest to problem wyłącznie Polski. Podobnie zachowują się inne państwa z naszego regionu, czyli Czechy i Węgry. Wzrost rentowności dotknął również Niemcy czy Francję, ale tam te ruchy nie były aż tak duże. Gdyby politycy w dyskusji o programie zbrojeń SAFE chcieli używać więcej argumentów merytorycznych zamiast emocjonalnych, pewnie szerzej byśmy o tym słyszeli. Musimy pamiętać, że wyższa rentowność obligacji to przede wszystkim droższe finansowanie długu Polski. W rezultacie może to zwiększać i tak imponujący już deficyt budżetowy. W długiej perspektywie może to osłabiać złotego. Z drugiej strony, tak tanie obligacje, jak polskie – gdy tylko uspokoi się w geopolityce – powinny iść jak ciepłe bułeczki i umocnić złotego. Jak tylko się uspokoi…
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.