Pesymistyczne dane na rynkach – Komentarz walutowy z dnia 30.09.2026
Wtorek minął pod dyktando słabszych danych zza oceanu oraz informacji o rosnących cenach na południu Europy. Problem dotyczy głównie Hiszpanii i Włoch, ale poziom wzrostu cen w strefie euro powoli wymyka się spod kontroli.
Słabsze dane zza oceanu
Wczoraj otrzymaliśmy dwa ważne odczyty z USA. Najpierw Indeks Zaufania Konsumentów – Confernece Board, który dość niespodziewanie spadł do 81,9, choć oczekiwano wyniku 90,1. Drugi odczyt to liczba wakatów wg JOLTS. Jest to parametr, który określa liczbę nieobsadzonych wakatów w gospodarce. Wynik 7,079 mln był wyraźnie niższy od oczekiwań. Trzeba jednak pamiętać, że ten drugi wskaźnik ma jeden duży mankament interpretacyjny – często miejsca pracy nie są obsadzane ze względu na brak wykwalifikowanych pracowników. Firmy szukają specjalistów i, mimo ponad 7 milionów wakatów, wielu z nich nie da się obsadzić. Spadająca liczba wakatów jest jednak nadal sygnałem ostrzegawczym.
Coraz drożej w Hiszpanii
Wczoraj poznaliśmy dane z Półwyspu Iberyjskiego. Analitycy oczekiwali, że ceny będą rosły o 4,6% w skali roku, co już samo w sobie jest bardzo niewesołą sytuacją. Problem w tym, że faktyczny odczyt pokazał 4,9%. Madryt jest zatem w bardzo trudnej sytuacji. Jako część strefy euro ma jednak związane ręce i nie może przyspieszyć tempa wzrostu stóp procentowych. Z drugiej strony warto zauważyć, że EBC i tak od czerwca dwukrotnie podnosił stopy procentowe. Problemem jest jednak to, że pomimo tych wzrostów stopy procentowe nie są dopasowane nawet do średniej inflacji w strefie euro wynoszącej 3,2%, a co dopiero do wyniku Hiszpanów. Co to oznacza dla rynków? Im wyższa inflacja, tym większe szanse na kolejne podwyżki. Jest to zatem sygnał docelowo podnoszący wartość euro.
Problemy Włoch
Hiszpania nie jest jedynym krajem południa, który ma problem z poziomem cen. Wczoraj poznaliśmy inflację producencką z Włoch. Trzeba oczywiście pamiętać, że ceny producentów nie przekładają się bezpośrednio na portfele obywateli. Jednak po jakimś czasie zaczną się przekładać, bo handel nie jest w stanie ciągle „chować” w swojej marży rosnących kosztów prowadzenia działalności. W rezultacie wczorajsze dane z Włoch – które pokazują, że ceny producentów rosną o 10,9% – zaczynają budzić poważne zaniepokojenie. Miesiąc temu było to 7,7%. Też dużo, ale jednak znacząco mniej. Presja na wzrost cen w kolejnym europejskim państwie przyspiesza. Gdyby doszło do zawarcia pokoju i wznowienia ruchu statków przez Ormuz, sytuacja diametralnie by się zmieniła, ale o tym mówi się od dawna, a efektów nie widać.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.