Walutowe bezpieczne przystanie na rynkach i ich fenomen

13.07.2020

W dzisiejszych czasach aktywa safe haven w jeszcze większym stopniu zyskują na znaczeniu. Niemal każdy inwestor, szczególnie w tym czasie pandemii, który mamy teraz, szuka schronienia dla swojego kapitału z powodu rosnącej awersji do ryzyka.

Co to bezpieczne przystanie?

Bezpieczne przystanie to z definicji inwestycja w takie aktywa finansowe, które podczas zwiększonych zawirowań na rynkach ma nie przynieść straty, czyli utrzymać jej wartość albo nawet ją zwiększyć. Są to więc inwestycje o niskim ryzyku i zazwyczaj popularne w czasach dużej niepewności. Nie są to jednak idealne sposoby pomnażania kapitału, gdyż cechują się niską opłacalnością. 

Wiarygodność

Instrumenty safe haven muszą być potwierdzone przede wszystkim wiarygodnością. Inwestor inwestując w te aktywa wie, że dany podmiot, który jest emitentem, zawsze będzie wypłacalny i nie dojdzie do bankructwa. Zazwyczaj więc gwarantem będą najbardziej rozwinięte państwa na świecie. Swoje trzy grosze dokłada też historia, inwestorzy doskonale wiedzą, co w przeszłości zapewniało przetrwanie w trudnym otoczeniu. 

Płynność

Warto by w tym miejscu powiedzieć o dwóch cechach, którymi muszą się charakteryzować bezpieczne aktywa. Na pierwszym miejscu jest płynność - aktywa muszą być wymienialne w niemal każdym momencie. Dobre przykłady najbardziej płynnych par walutowych to GBP/JPY czy choćby USD/JPY. Drugą cechą jest zapewnienie na dane bezpieczne aktywo popytu w przyszłości. Dobrym przykładem jest tutaj srebro, które nie należy do aktywów safe haven. Dlaczego? Analitycy widzą aktualne zapotrzebowanie na ten surowiec, ale mają wątpliwości co do jego zastosowania w przyszłości, co oznacza, że ten metal może być zastąpiony innym. 

Na kartach historii finansów widać zmieniającą się popularność różnych aktywów bezpiecznych. Niemniej jednak kilka z nich od wielu lat nie traci popularności, a są to jen japoński, frank szwajcarski, dolar amerykański, obligacje rządowe i złoto. 

Niezmiennie jen i frank

Waluty uznawane jako bezpieczne zachowują stabilność podczas różnych mniejszych lub większych kryzysów. W czasach zawirowań waluty te z reguły mocno umacniają swoją wartość. Dlaczego waluty takich krajów jak Japonia, USA czy Szwajcaria zostały uznane przez inwestorów jako aktywa bezpieczne? Podstawą w teorii jest gospodarka i jej stabilny wzrost, a także system polityczny. Na dobrym poziomie powinny też być finanse. Wspólną cechą jena, franka szwajcarskiego czy w mniejszym stopniu dolara jest to, że nad kształtowaniem się kursu walut tych krajów piecze mają banki centralne. Dbają one o to, by ich rodzima waluta nie była zbyt silna. Jest to związane z tym, że gospodarki tych krajów są oparte na eksporcie. 

Papierowy tygrys

Tyle teorii, a teraz warto spojrzeć na to, jak to jest w praktyce. Zaczniemy od jena japońskiego, którego śmiało można nazwać fenomenem walut uznawanych za bezpieczne. Bo jak wytłumaczyć zainteresowanie jenem przez inwestorów w trudnych czasach, skoro deficyt budżetowy w tym kraju przekracza dwukrotność PKB? Aktualnie Kraj Kwitnącej Wiśni ma deficyt na poziomie 238% i jest to niechlubny rekord wśród krajów rozwiniętych, który zdecydowanie przewyższa osiągnięcia Włoch czy Grecji na tym polu. Wiemy, że rosnący deficyt to podwyższone ryzyko i duża niepewność, ale jak widać nie dotyczy to Japonii. Co ciekawe, kraj ten nie grzeszy też bogactwami naturalnymi, a swoją siłę opiera na eksporcie, który szczególnie w latach 70. i 80. przyniósł bardzo duży wzrost gospodarczy. Dzisiaj Japonia nadal jest w czołówce potęg gospodarczych i handlowych na świecie, choć trzeba przyznać, że już bardziej na papierze niż w praktyce. W ostatnich latach gospodarka tego kraju rozwija się na dość przeciętnym poziomie poniżej 1%. Nadal jednak Japonia posiada sporą nadwyżkę bilansu płatniczego, a o stabilność kursu jena dba Bank Japonii, który nie waha się interweniować na rynku, by utrzymać go w ryzach. Skąd więc fenomen jena? Od lat Japończycy sukcesywnie zwiększają ekspozycję na amerykańskie obligacje, stały się ich drugim największym beneficjentem po Chinach, dzięki temu zdobyli zaufanie jako jeden z większych wierzycieli największej gospodarki świata. Co warte uwagi, Japonia ma niezależność pod kątem zewnętrznego finansowania, gdyż aktywa netto wynoszą ponad 350 bln jenów. Podsumowując więc, jen japoński jest jedną z najbardziej topowych walut safe haven, co po czarnym czwartku, brexicie i dzisiejszej pandemii koronawirusa jeszcze się bardziej uwidoczniło. Jednak w perspektywie kilkunastu lat jen może stracić ten “zaszczyt”, gdyż gospodarka Japonii ma wyraźne problemy, a co gorsza zmaga się z problemem starzejącego się społeczeństwa. 

Jak w szwajcarskim zegarku

Kolejną walutą uznawaną za bezpieczną jest frank szwajcarski. Od lat system finansowy Szwajcarii uznaje się za najbardziej stabilny i najbezpieczniejszy na świecie. Ten europejski kraj jest kilkadziesiąt razy mniejszy pod względem PKB od Japonii. Stąd też w 2015 roku Narodowy Bank Szwajcarii zdecydował się na desperacki, ale zrozumiały krok i przestał bronić poziomu 1,20 na EUR/CHF co wywołało spore zamieszanie na rynku. Podczas kolejnych zawirowań na rynku SNB ma dość trudne zadania utrzymywania kursu franka szwajcarskiego w ryzach, a ma na to niewspółmiernie mniejsze możliwości niż Japonia. PKB Szwajcarii nie należy do najwyższych w Europie, ajego tempo rokrocznie waha się nieco poniżej 1%. Z kolei dług publiczny w relacji do PKB to 41%, a więc o niebo lepiej niż w przypadku Japonii. Za co inwestorzy cenią jeszcze szwajcarska walutę w czasie kryzysów? Przede wszystkim polityczna niezależność szwajcarskiego rządu i doskonale rozwinięty sektor bankowy. Szwajcaria jest też niezależna od UE, co skutkowało jeszcze większym umocnieniem franka szwajcarskiego w czasie kryzysu w strefie euro. Czy frank szwajcarski ma szansę dłużej pozostać safe haven? Tutaj też sprawa mocno wątpliwa. Gospodarka Szwajcarii oparta na eksporcie i przy mocnym franku może mocno ucierpieć. A obecna sytuacja na świecie sprzyja aprecjacji szwajcarskiej waluty. 

Dolar z automatu bezpieczny

W co więc inwestować w tak trudnych czasach, które są teraz i pewnie jeszcze przed nami? Od dobrych 50 lat dolar amerykański stanowi ważną bezpieczną przystań. Można powiedzieć, że od lat jest na nieco uprzywilejowanej pozycji szczególnie jeśli najważniejsze surowce jak ropa naftowa, złoto są w nim kwotowane. USA to także największy rynek kapitałowy na świecie. Tak olbrzymie zaufanie inwestorów do dolara zostało zapoczątkowane w Bretton Woods w 1944 roku, kiedy to zielony został podstawową walutą rezerwową świata. Dolar reprezentuje największą gospodarkę globu, więc bezpieczna przystań nie jest tutaj przypadkowa. Amerykańska waluta jest więc nieco z przymusu traktowana jako safe haven, a dobitnie pokazał to ostatnio kryzys związany z wybuchem pandemii na świecie. To właśnie USA cierpi najbardziej na tym kryzysie, a dolar znacznie się w tym czasie umocnił i to mimo tego, że gospodarka Stanów ma ucierpieć najbardziej. Wielu analityków uważało, że wybór Trumpa na prezydenta USA i jego kontrowersyjna polityka może doprowadzić do osłabienia dolara, ale tak się nie stało, a zielony niemal przez całą kadencję pozostawał silny. Czasem nawet nazbyt silny, co wywoływało frustrację prezydenta USA. Dolar dopóki będzie główną walutą rezerwową świata, bezsprzecznie pozostanie główną walutą safe haven. 

Dolar i…. 

Podsumowując więc niespodziewany kryzys, który obecnie nawiedził świat, może znacznie przemodelować portfel walut uznawanych za bezpieczne. Wygląda na to, że w kolejnych latach na znaczeniu będą traciły jen japoński i frank szwajcarski a jeszcze bardziej zyska dolar amerykański. Niewykluczone, że pojawi się jakiś czarny koń, którym może być chiński juan. Nie wydaje się by w najbliższych latach miałoby być to euro czy funt, gdyż kraje te będą się zmagać z turbulencjami gospodarczymi i “planowanym rozwodem”, czyli wyjściem WIelkiej Brytanii z UE. A co z naszym polskim złotym? Nadal jest to waluta kraju rozwijającego, o nadal nieustabilizowanej sytuacji gospodarczej, do tego z polityką wewnętrzną nastawioną na konflikty z UE, także brakuje cech by stać się safe haven. 

 

Autor: Krzysztof Pawlak
Kategoria: Wiedza