Co dalej z cenami ropy naftowej?

16.02.2021

Ropa naftowa jest jedną z najważniejszych kopalin występujących na naszej planecie. Ma niebagatelne znaczenie dla przemysłu chemicznego i w dalszym ciągu pozostaje najistotniejszym surowcem energetycznym. Nie bez przyczyny więc często jest nazywana czarnym złotem. Największym wydobyciem ropy mogą poszczycić się Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska i Rosja, które mają odpowiednio 15%, 12,9% i 12,6% światowego udziału.

Gra popytu i podaży

Surowiec ten jest notowany na globalnych rynkach, więc za jego cenę odpowiadają wahania popytu i podaży. By w miarę kontrolować ruchy tego aktywa, w 1960 roku najwięksi producenci utworzyli w Bagdadzie Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową, w skrócie zwaną OPEC. Główne zadanie, jakie przyświecało temu tworowi, to ustalenie jednolitej polityki produkcji oraz sprzedaży. OPEC ma silny wpływ na rynek czarnego złota, gdyż kraje członkowskie kontrolują około 70% światowych zasobów surowca, a osiągane przez nie wydobycie przekracza 40%. W mediach często można znaleźć informację o tzw. OPEC+. Jest to efekt porozumienia, które miało miejsce pod koniec 2016 roku między OPEC a innymi dużymi producentami, jak Rosja, Kazachstan i Meksyk. 

Niespodziewane załamanie rynku ropy

Światowy kryzys gospodarczy wywołany pandemią koronawirusa szczególnie mocno uderzył w rynek ropy. Można powiedzieć nawet więcej, że kompletnie wywrócił fundamenty, które obowiązywały. Zamrożenie gospodarek i lockdowny wprowadzone w wielu krajach doprowadziły do masowego spadku popytu na ten surowiec. Kompletnie załamał się rynek transportowy, a szczególnie lotniczy, który odpowiada za ponad 60% globalnej konsumpcji ropy. Członkowie OPEC+ zamiast działać i próbować ratować spadające ceny, zagmatwali się we własnym sosie i rozpoczęli wojny we własnych szeregach. Szczególnie z początku pandemii zapamiętamy próbę Arabii Saudyjskiej, która chciała zdominować rynek ropy naftowej. Kraj ten próbował wymusić na Rosji ograniczenie produkcji, twierdząc, że jest w stanie zaakceptować cenę na poziomie 20 USD (wtedy było 35 USD) za baryłkę. Nadpodaż, która szybko się pojawiła, sprawiła, że niemal wszyscy producenci mieli olbrzymie problemy. W najgorszej sytuacji były te kraje, których koszty wydobycia są największe, jak chociażby USA czy wspomniana wyżej Rosja. 

Czarne złoto bez wartości

Data 20 kwietnia na rynku ropy pozostanie jednak długo w pamięci. To było jak oglądanie filmów Felliniego - każdy podziwia, ale tak naprawdę nikt nie wie, co się dzieje. Baryłka kosztowała wtedy -40 USD - tak, ten minus to nie jest błąd. Ta sytuacja przypomniała inwestorom, że w odróżnieniu od rynku akcji na kontraktach można stracić więcej, niż się nie ma. W tym momencie wielu brokerów zobaczyło na swoich kontach ujemne salda. Co więc się stało? Mówiąc kolokwialnie, nikt nie chciał kupować tego surowca, w krótkiej chwili stał się on bezwartościowy!

Wykres prawdę ci powie

Wpływ pandemii na rynek ropy naftowej widać na powyższym wykresie. Pod koniec roku 2019 cena baryłki wynosiła jeszcze 68,70 USD. Niemal miesiąc później spadła ona już poniżej 20 USD. Oczywiście tak jak pisaliśmy powyżej, kontrakty na ten surowiec były nawet poniżej zera. Jak widać na wykresie, ropa ma już olbrzymi kryzys za sobą. Kurs od wspomnianego dna stopniowo porusza się w górę i zmierza w okolice poziomów widzianych przed wybuchem pandemii. Taki ruch wspiera zarówno analiza fundamentalna, jak i techniczna. Patrząc przez pryzmat tej drugiej, widzimy przebicie oporu, a więc linii trendu spadkowego i kontynuację ruchu wzrostowego. 

Szczepionka ratunkiem na wszystko

Patrząc od strony fundamentów, to na pewno na pierwszy front wysuwa się temat szczepionek na koronawirusa. To właśnie moment rozpoczęcia szczepień obywateli na całym świecie spowodował przyspieszenie wzrostu cen tego surowca. Powód jest prosty, szczepionka to pierwszy milowy krok do powrotu do normalności i odbudowania popytu na ropę naftową. Nie bez znaczenia był też fakt działań OPEC+. Członkowie kartelu doszli do porozumienia w kwestii ograniczenia wydobycia w pierwszym kwartale tego roku, co wspiera notowania surowca. 

Zimna znów zaskoczyła… każdego zimnem 

Większy popyt na ropę naftową to też kwestia pogodowa i związana z nią fala zimna, która ma miejsce w tym roku w USA, Europie czy Azji. Trudności w wydobyciu gazu, by zapewnić ciepło i energię elektryczną nie wystarczyły i znów trzeba było się zwrócić do ropy naftowej i węgla. To ten element, nazywany sezonowym, przynosi zwiększony popyt na ropę i winduje cenę jeszcze wyżej. Nie dziwi więc fakt sporego spadku zapasów tego surowca, które pokazały dane z USA z ubiegłego tygodnia. 

Analitycy nie będą wróżyć ze szklanej kuli

Prognozy co do dalszych cen ropy i popytu są sprzeczne. Część analityków uważa, że odrobione zostaną straty sprzed pandemii, a inni, że nie ma na to szans. Pojawiają się głosy, że liczba podróży lotniczych znacznie spadnie w związku z większą obawą ludzi do przemieszczania się w 2021 roku. Ma to trwać aż do momentu zaszczepienia ponad 70% populacji, co może się przełożyć na ograniczony popyt w całym roku. 

Protekcjonizm zawita na salony?

Sytuacja, która miała miejsce na rynku ropy w ostatnich miesiącach może jednak zmienić panujące trendy. Niewykluczone są działania protekcjonistyczne w wielu krajach, by ochronić własny rynek i przeciwdziałać spadkom wydobycia. Mowa o np. USA czy Kanadzie. Wydaje się też, że transformacja klimatyczna, która miała mieć miejsce na świecie, znacznie zwolni w kolejnych latach. Inwestycje energooszczędne są po prostu drogie, a większość krajów ma problem ze spinaniem budżetu, bo znacznie ucierpiały podczas pandemii. Dobrym przykładem jest tu wzrost cen prądu, który może wpłynąć na mniejsze zainteresowanie samochodami elektrycznymi. 

Korzystny klimat dla odbudowy

Tania ropa naftowa miała oczywiście jedną zaletę, była motorem napędowym odbudowy gospodarek po koronawirusie. Mowa szczególnie o Chinach i Europie, gdzie ponad 90% ropy naftowej jest importowana. Czas, kiedy ceny czarnego złota rosną, nieco komplikuje sytuację. Kształtowanie się poziomów cenowych ropy ma niebagatelne znaczenie dla inflacji, zarówno producenckiej, jak i konsumpcyjnej. Już widzimy, jaka presja inflacyjna pojawiła się w USA, przynosząc wzrost rentowności amerykańskich obligacji i w efekcie umocnienie dolara. W głównej mierze poza olbrzymimi transferami fiskalnymi to właśnie ceny tego surowca wpływają na taki scenariusz. Wystarczy powiedzieć, że właśnie nadmierna inflacja może wpłynąć na trudne decyzje banków centralnych i możliwość odejścia od niskich stóp, by zahamować ten trend wzrostowy cen. Nie trzeba nikomu mówić, że w tym momencie w trakcie odbudowy świata po pandemii miałoby to destrukcyjny wpływ na wielu ludzi. Według Banku Światowego cena baryłki ma w tym roku wynieść 44 USD, podczas gdy w 2020 roku wyniosła 41 USD, a w 2019 roku aż 61 USD. 

Jak trudno zmienić trendy

Podsumowując, świat uzależnił od ropy naftowej w takim stopniu, że w najbliższych latach trudno będzie ten trend nagle zmienić. Owszem projekty ekologiczne będą się pojawiać, ale transformacja energetyczna, jaka ma nastąpić, potrwa jeszcze wiele lat, może nawet dziesiątki. Czy więc przyjdzie nam coraz więcej płacić za benzynę, a ceny w gospodarce będą rosły? Sytuacja powinna się ustabilizować w najbliższych miesiącach, a chciwość wydobywających ropę naftową i tym samym kartelu OPEC+ powinna wpłynąć na zwiększenie wydobycia tego surowca i w efekcie powstrzymać wzrost cen. 

 

Autor: Krzysztof Pawlak
Kategoria: Wiedza