Kanał Sueski - pięta achillesowa globalnego handlu

08.04.2021

Podczas gdy świat walczy z pandemią koronawirusa, wydawać by się mogło, że nic innego w tym momencie się nie liczy. Ramówki gazet oraz strony internetowe zalewają nas informacjami czy to o ilości zakażeń, czy o problemach ze szczepionkami. W tym dość trudnym czasie dla ludzkości nagle pojawił się zupełnie nowy temat, który storpedował międzynarodowy handel.

Jak widać, nie można o nim zapominać 

Nagle cały świat przypomniał sobie, jak ważnym punktem na mapie świata jest Kanał Sueski w Egipcie. Jest to jedna z najważniejszych dróg morskich, łącząca Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. To kluczowa przeprawa dla towarów z Chin i Indii płynących do Europy. Kanał ten liczący 163 km wykopano w latach 1859-1869, dzięki czemu skróciła się droga morska między Londynem a Mumbajem o ponad 7,5 tys. kilometrów. 

Niespodziewane wąskie gardło 

23 marca całym światem wstrząsnęła informacja o całkowitym zablokowaniu tego kanału transportowego. Olbrzymi kontenerowiec stanął w poprzek, wyrzucony z kursu przez silny wiatr i utknął na mieliźnie. Nagle więc kompletnie zamarł ruch morski w tej części globu, odpowiadający za 10% światowego handlu drogą morską. Według urzędu, który rejestruje natężenie ruchu przez ten kanał, każdego dnia przepływa nim ponad 51 olbrzymich statków wiozących towary za ponad 9 mld USD. W całym 2020 roku tę trasę pokonało ponad 19 tys. jednostek pływających. Znienacka więc pojawiło się nieoczekiwane wąskie gardło dla światowego handlu. Pierwsze informacje były dość zróżnicowane, jedne mówiły o kilku dniach blokady, inne zaś o nawet kilku tygodniach. 

Ceny ropy poszybowały

Jak ważna jest to trasa dla wymiany handlowej, można było zobaczyć choćby po cenach ropy naftowej. Czarne złoto jest transportowane tą trasą bardzo często, codziennie przepływa tędy miliony baryłek tego surowca, nie tylko w stronę Europy z Zatoki Perskiej, ale również z Rosji w kierunku Azji. Efekt był bardzo szybki na rynkach i przełożył się na wzrost notowań ropy w szczytowym momencie o prawie 9%. Oczywiście po uwolnieniu tej drogi morskiej sytuacja wróciła do normy i nastąpiła szybka korekta cen do poziomów sprzed incydentu. Niemniej jednak panika przez kilka dni była ogromna i zrobiła spustoszenie na światowych rynkach surowcowych. 

Droższe kontenery

Również ceny kontenerów bardzo mocno poszybowały. Jest to związane z tym, że przez ten kanał przepływa 30% wszystkich kontenerowców, a skoro utknęły, wiadome było, że może ich po prostu zabraknąć dla innych dostaw. Alternatywna trasa wiedzie, że przez południe Afryki i Przylądek Dobrej Nadziei, ale wiązałoby się to z dodaniem tygodnia do czasu dostawy, nie wspominając już o podwojonych kosztach takich operacji. 

Ważna pozycja w dochodach 

Nie był to pierwszy taki incydent w Kanale Sueskim. Już wcześniej zdarzały się przypadki zablokowania przeprawy, niemniej jednak cała akcja usuwania kontenerowca Ever Given przejdzie do historii. Całe szczęście dla gospodarki Egiptu, że blokada kanału trwała raptem tydzień. Ta trasa i opłaty za jej pokonywanie to jedna z ważniejszych pozycji w kategorii dochodów Kairu. Jest to kwota sięgająca 6 mld USD rocznie, więc niebagatelna.

Transport morski nie ma alternatywy

Zablokowanie Kanału Sueskiego uwidoczniło jeszcze jeden problem, a mianowicie wąskich gardeł dla światowego handlu. Wyprodukować towar to jedno, ale ważniejsze dostarczyć go do klienta i to jeszcze w miarę szybko, co jest najistotniejsze choćby dla Chin i Indii, których to eksport napędza cały światowy wzrost gospodarczy. I to właśnie transport morski jest tutaj najistotniejszym elementem. Tym sposobem trafia do odbiorców około 80% światowego handlu w ujęciu ilościowym, a 70% w ujęciu wartościowym. Na większości szlaków morskich znaleźć można takie wąskie gardła. Zarówno na Kanale Sueskim, ale również Panamskim, także w cieśninach tureckich, duńskich czy gibraltarskiej. Pokazuje to, jak w łatwy sposób można by zakłócić taki transport. Wystarczy mały błąd ludzki i mamy spory problem. 

Przypadek? Nie sądzę

Nie dziwi więc fakt, że pojawiły się spekulacje, że incydent w Kanale Sueskim miał znamiona sabotażu handlu międzynarodowego. Miał on zwrócić uwagę na problemy Tajwanu, czy choćby nieco przyhamować zapędy Chin, które stały się prymusem wzrostu gospodarczego po pandemii koronawirusa. Jak było naprawdę? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Jedno jest pewne, jak ktoś to zrobił celowo, to się nigdy nie przyzna. 

Powrót do normalności, ale z wyższymi cenami

Po incydencie w teorii nie ma już śladu, po kilku dniach udało się udrożnić kanał i rozpoczęto rozładowanie olbrzymiego „korka” na tej trasie morskiej. Niemniej jednak już widać, że to, co za nami, przyniesie skutki w przyszłości, co widzimy już po cenach kontenerów, które nie wróciły do poziomów sprzed tego wypadku. Wyższa cena za transport to oczywiście najprostsza droga do podniesienia cen produktów i utwierdzenia się na dobre presji inflacyjnej w przyszłości. Poza tym, chociaż na chwilę niemal wszystkie oczy były zwrócone na Egipt, a nie na porażające cały czas statystyki koronawirusa. 

 

Autor: Krzysztof Pawlak
Kategoria: Wiedza