Czy Doktryna Monroe 2.0 zmieni geopolitykę?
27.03.2026
Prezydent USA w ostatnich miesiącach w oczach wielu obserwatorów stał się szaleńcem. Jednego dnia obala prezydenta Wenezueli, a następnie rzuca wyzwanie kolejnym krajom regionu (Kuba, Meksyk, Kolumbia). Wielu komentatorów nazywa jednak Trumpa wyznawcą doktryny Monroe z XIX wieku. Zresztą Trump w swoim stylu stwierdził już, że wspomniany dogmat prześcignął, a nowa wersja doktryny nazywa się Donroe. Warto więc przyjrzeć się pierwowzorowi, czyli dokumentowi z 1823 roku, by nieco lepiej zrozumieć jakie są motywacje Donalda Trumpa w polityce międzynarodowej.
Historia i założenia Doktryny Monroe: „Ameryka dla Amerykanów”
Zacznijmy może od otoczki historycznej w XIX-wiecznym obszarze obu Ameryk. Hiszpania skolonizowała w tamtym czasie wiele krajów w Ameryce Południowej i Środkowej. Jednak był to też czas wybuchu walk o niepodległość – i w zdecydowanej większości okazały się to próby udane. W tym czasie USA to jeszcze „młode państwo”, na tyle słabe, że może obawiać się obcej interwencji i nie chce europejskich sił w swoim otoczeniu. Nie dziwią więc słowa wypowiedziane w Kongresie przez ówczesnego prezydenta Jamesa Monroe 2 grudnia 1823 roku, o tym by państwa europejskie nie ingerowały w tej części świata. W bardziej uproszczonej formie przekaz był jasny: „Europo, precz od obu Ameryk”.
Ewolucja polityki zagranicznej USA: od izolacjonizmu do strefy wpływów
Początkowo doktryna miała więc charakter odstraszacza dla państw europejskich. Jednak z czasem stała się hasłem przewodnim USA wobec półkuli zachodniej i zakreśleniem obszaru strefy interesów. Takie podejście w polityce zagranicznej USA w kolejnych latach nie zostało zapomniane, a na tę doktrynę władze amerykańskie powoływały się nie raz. Choćby w 1865 r., kiedy wywierały presję na Meksyk, w 1911 r. w Nikaragui czy w 1915 r. na Haiti. Echa Doktryny Monroe słychać było także w 1962 r., kiedy prezydent John Kennedy wprowadził blokadę morską i powietrzną Kuby, by zatrzymać ekspansję wpływów ZSRR.
Doktryna „Donroe”: nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA
Doktryna Monroe znów wróciła na tapet w listopadzie 2025 r., kiedy jej założenia wpisano do Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA (chociaż niektórzy twierdzą, że stało się to wcześniej, gdy prezydent USA ogłosił, że Kanał Panamski należy do USA). Dokument ten śmiało można nazwać Doktryną Monroe 2.0 lub Doktryną „Donroe”. Czytamy w nim, że Stany Zjednoczone chcą stabilnej półkuli zachodniej, która nie dopuszcza obcych mocarstw do kluczowych zasobów i szlaków.
Rywalizacja mocarstw: USA kontra Chiny i przypadek Wenezueli
Część obserwatorów uważa, że „update” doktryny Monroe ma charakter sprzątania własnego podwórka. Lista celów może objąć nie tylko Wenezuelę, ale także inne państwa – od tych powiązanych z kartelami, po te uznawane przez USA za wrogie. Inni uważają, że dogmat nazywany na cześć Trumpa „Donroe” jest dostosowaniem XIX-wiecznej polityki do realiów nowego świata i rywalizacji dwóch mocarstw: USA i Chin. Przykład Wenezueli idealnie wpisuje się w ten scenariusz – w końcu to odebranie Pekinowi istotnego sojusznika i ważnego dostawcy ropy naftowej.
System nagród i kar w doktrynie „Donroe”
Doktryna „Donroe” ma też znamiona bardzo prostej konstrukcji, w której dominuje system nagród i kar. USA wspiera tych, którzy deklarują lojalność, a wobec pozostałych stosowana jest presja, choćby w formie ceł. Wszystko sprowadza się więc do pytania „co USA z tego ma?”. Jeśli odpowiedź jest negatywna, stosuje się brutalną politykę przymusu.
Choć w części aspektów doktryna Monroe ma wiele wspólnego z jej nową odsłoną, to znajdziemy też wiele istotnych różnic. Hasło „Ameryka dla Amerykanów” to część wspólna, a jego wydźwięk nie zmienił się po tych 200 latach. Wydaje się jednak, że prezydent USA znacznie szerzej rozpatruje jego znaczenie – bardziej globalnie, także w wymiarze anty-chińskim, jako walkę o fotel lidera wśród światowych mocarstw.
Walka o zasoby i kontrolę szlaków: Tajwan, Iran i interesy Pekinu
Warto przypomnieć, że celem prezydenta USA była też Grenlandia. Systematycznie wspomina także o ochronie Tajwanu, co jest istotne w kontekście blokowania Chin (które i tak mają już dostęp do ogromnej ilości zasobów kluczowych dla rozwoju technologicznego). Wojna w Iranie również może mieć ten cel. USA chce za wszelką cenę kontrolować Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa 20% światowych dostaw ropy naftowej, nie wspominając o gazie czy helu. Gdzie w większości trafia ten transport? Właśnie do Państwa Środka. Nie da się więc uciec od tezy, że doktryna „Donroe” stała się elementem gry strategicznej, a jej celem jest ograniczenie wpływów Chin.
Realizm polityczny i przyszłość globalnej współpracy
Doktryna Donroe kończy więc etap globalnej współpracy, a USA bez wątpienia wraca do realizmu politycznego. Co to oznacza? To stąpanie po kruchym lodzie, na którym to interes państwa jest nadrzędny. I nieprzypadkowo nie ma tu ani słowa o moralności, a drogę dyplomacji odrzuca się na rzecz siły – czy to militarnej, czy ekonomicznej. Taka polityka destabilizuje jednak sytuację w wielu regionach i pobudza antyamerykańskie nastroje. Sojusznicze zobowiązania stają się też mocno niepewne, choćby te w ramach NATO. Stosowanie „mafijnych” sztuczek w relacjach handlowych (szantaży czy gróźb) sprawia, że zasady wolnego rynku przestają istnieć, a finalnie obrywa konsument.