Prognozy 2026 – czy to będzie dobry rok do inwestowania w waluty i inne aktywa? 

08.01.2026

Jakie są oczekiwania analityków wobec polskiej gospodarki w 2026 r.? Co się będzie działo w geopolityce? Czy cena ropy spadnie do poziomu 40 USD za baryłkę? Czy złoty nadal będzie się umacniał, a złoto pobije kolejne historyczne rekordy? O potencjalnych scenariuszach w nowym roku rozmawiali nasi eksperci: Krzysztof Adamczak, Adam Fuchs, Krzysztof Pawlak i Maciej Przygórzewski. 

Inflacja i stopy procentowe w Polsce 2026 r.

Krzysztof Pawlak: W przyszłym roku, według prognoz NBP, inflacja bazowa ma wynosić 2,9%, czyli będzie zbliżona do celu (2,5% ±1 punkt procentowy). Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dwie obniżki stóp procentowych o 25 pb, czyli zejście do poziomu 3,5%. Wśród decydentów polityki monetarnej w wielu bankach centralnych na świecie nie ma jednak jednomyślności. Część członków uważa, że powinniśmy utrzymywać stopy, część, że obniżać. Pokazała to ostatnia decyzja Fed (rozkład głosów 9 do 3) czy jeden głos, który zdecydował o ostatnim cięciu stóp w Wielkiej Brytanii. 

Maciej Przygórzewski: Prognoza Narodowego Banku Polskiego podaje korytarz centralny, poniżej którego w tej chwili jesteśmy i procenty odchyleń, z jakim prawdopodobieństwem się gdzieś znajdziemy. I my w tej chwili jesteśmy wyraźnie poniżej tego korytarza centralnego. Trochę wyprzedziliśmy więc rzeczywistość – inflacja redukuje się dużo szybciej, niż pierwotnie zakładano. Warto też zwrócić uwagę na inne czynniki, które mają wpływ na inflację. Efekt częściowego uwolnienia cen energii realnie już wygasa, a presja płacowa spada. Średni wzrost wynagrodzeń w ostatnich latach wynosił ponad 10%. W tej chwili spada, ale wciąż jesteśmy jeszcze powyżej 6%. 

Krzysztof Adamczak: Mamy pewne elementy inflacji, które ostatnio są pomijane, a powinny skupiać na sobie więcej uwagi. Mówię tutaj chociażby o inflacji usług, która jest uparcie dużo powyżej celu, a inflacja bazowa również przewyższa główną inflację. Czyli te kluczowe elementy, na które bank centralny faktycznie może wpływać, pozostają podwyższone.

To, że mamy niższą inflację w tym momencie wynika po pierwsze z efektu bazy, a po drugie z tego, co dzieje się na rynku surowcowym z ropą. Uważam, że z perspektywy długoterminowej inflację wciąż mamy za wysoką. Jeśli spojrzymy na odczyty nie tylko za rok, ale te z 2-3 lat, zobaczymy jak mocno inflacja obciążyła nasze portfele. Mam nadzieję, że bank centralny wróci do takiego szerszego spojrzenia na te odczyty. Wierzę w dwie obniżki, mam nadzieję, że nie nastąpią za szybko, ale po nich nastąpi pauza. 

M.P.: Poza stabilnością cen, trzeba też pamiętać o rozwoju polskiej gospodarki i ważnym elemencie, który ten rozwój hamuje. Mimo dużego rynku wewnętrznego polska gospodarka jest silnie oparta na eksporcie, a przy tak silnym złotym ten eksport ma, delikatnie mówiąc, pod górkę.

Adam Fuchs: Nasz bank centralny, a raczej władza monetarna i gremium decyzyjne jakim jest RPP, moim zdaniem podejmuje decyzje nie w oparciu o prognozy w średnim terminie, który wynosi od 6 do 8 kwartałów (jak deklaruje), ale w oparciu o bieżące dane.  Uważam, że cięcia będą głębsze, że możemy zejść do poziomu 3% na głównej stopie, ale początek roku może być spokojniejszy, głównie z jednego względu: zmiana koszyka inflacyjnego może sporo „namieszać” w kontekście odczytów inflacji. Kolejne cięcia będą więc w okresie marzec-kwiecień.

K.A.: Jest jeszcze jeden bardzo ważny element w światowej układance, który będzie wpływał na spadki inflacji. Myślę tutaj o Japonii, o jenie i o tak zwanym carry trade, który będzie odwracany. To może wpłynąć na cały globalny system finansowy, ale również w pośredni sposób na inflację i trochę ułatwi zadanie bankierom centralnym.

Cena ropy – 40 USD za baryłkę? 

M.P.: W kontekście inflacji i nie tylko warto zwrócić uwagę na ropę. W 2026 r. kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, czy utrzyma się relatywnie niska cena tego surowca i czy realny jest scenariusz ceny 40 dolarów za baryłkę, o którym się dużo mówi, zwłaszcza w przypadku powrotu Rosji na rynek. 

K.A.: Na rynku ropy naftowej jest taki problem, że w przypadku spadku cen schodzimy po schodach, a przy wzrostach lecimy w górę rakietą. Wiara, że w 2026 r. w geopolityce nie wydarzy się nic, co mocno wpłynie na rynek, jest naiwnością.

M.P.: Poza tym, wraz z zejściem po kolejnych stopniach w dół, konkretne złoża przestają być racjonalne ekonomicznie w wydobyciu. Im niżej schodzimy z ceną, tym mniejsza liczba producentów dostarcza towar na rynek. Np. przy cenie na poziomie 61 dolarów za baryłkę Brent kolejne złoża łupków w Stanach Zjednoczonych raczej nie będą uruchamiane.  

A.F.: W kontekście podaży ropy na rynku i działań OPEC warto zwrócić uwagę na zbliżenie USA i Arabii Saudyjskiej, które znowu współpracują o wiele bliżej niż to się działo za poprzedniej administracji. Obecna amerykańska administracja, biorąc pod uwagę wybory połówkowe jesienią 2026 r., nie może sobie pozwolić na to, żeby ceny ropy bardzo odbiły.

Pozycja złotego w 2026 – czy PLN nadal pozostanie na fali? 

A.F.: Część ekonomistów i biur analitycznych przywołuje tzw. scenariusz Goldilocks Economy dla polskiej gospodarki w przyszłym roku – wysoki wzrost gospodarczy przy niskiej inflacji, czyli jeden z najlepszych układów, jaki można sobie wyobrazić. Naszą walutę będzie więc wzmacniać atrakcyjność polskiego rynku, atrakcyjność polskiej gospodarki. Tym bardziej, że ta pozycja ma wynikać nie tylko z siły konsumenta, ale także z przyciągania inwestycji i napływu środków unijnych. Oczywiście przy założeniu, że globalna polityka tego nie zmieni, bo złoty, razem z innymi walutami rynków wschodzących, jest w dużej mierze zależny od sytuacji na świecie. Uważam, że złoty ma szansę jeszcze przez kolejne kwartały się umacniać.

K.P.: Warto też wspomnieć o potencjalnym zawieszeniu broni w Ukrainie, co byłoby dodatkowym pozytywnym aspektem dla złotego. Poza tym rentowność obligacji będzie spadać, co napędzi popyt na złotego, bo kapitał zagraniczny będzie płynął do naszego kraju.

K.A.: Moim zdaniem jedyny czynnik, który faktycznie może jeszcze wpłynąć na umocnienie złotego, to trwały pokój w Ukrainie. Wszystkie pozostałe czynniki rynek już „skonsumował” i są one w cenach. Gdyby trend umacniania złotego miał trwać przez cały kolejny rok, to byłoby to sporym zaskoczeniem. Obstawiam, że – kiedy spotkamy się za rok – kurs euro i kurs dolara będą wyżej niż w obecnym momencie.

A.F.: Siły złotego upatruję także w tym, że dolar będzie na szerokim rynku jeszcze słabszy  niż jest w tej chwili. Wracając chociażby do wyborów połówkowych w Stanach do Kongresu – są bardzo duże szanse, że obecnie rządząca partia straci większość na Kapitolu, więc mogę sobie wyobrazić bardzo różne ruchy administracji przed samymi wyborami, aby ten scenariusz zatrzymać.

M.P.: Warto też rozważyć hipotezę, czy w Polsce nie może dojść do sytuacji, w której będziemy mieli problem ze stworzeniem większości rządowej. Jakie rynki będą miały zaufanie do polskiej waluty w sytuacji, kiedy polski rząd nie będzie popierany przez większość parlamentarną?

A.F.: Moim zdaniem ten rząd zachowa stabilną większość w parlamencie do końca tej kadencji, ale wśród ryzyk istotne jest widmo rosnącego zadłużenia. Z powodu coraz większego deficytu możemy w końcu otrzymać od globalnego kapitału pewną karę w postaci realizacji zysków i przesunięcia środków w inne regiony. 

M.P.: Spadek ewentualnego ratingu kredytowego to jest coś, co mogłoby taką lawinę ruszyć. Dwie z trzech największych agencji ratingowych pogroziły nam palcem – dostaliśmy negatywne perspektywy, prawdopodobnie niedługo dołączy do nich trzecia. Jeśli któraś z tych agencji zdecyduje się obniżyć nasz rating, to jest to czynnik, który  potencjalnie mógłby polskiego złotego zaboleć.

K.A.: Choć powodem tych działań jest rosnące zadłużenie, to ja bym ten czynnik zakwalifikował bardziej jako zagrożenie zewnętrzne niż wewnętrzne. Nasza sytuacja w porównaniu np. do Francji jest diametralnie inna. Jeśli Francja się „posypie” i nagle agencje ratingowe zaczną patrzeć innym krajom na ręce, to Polska faktycznie może „oberwać”.

K.P.: Warto jednak pamiętać, że agencje mocno straciły na wiarygodności. Kiedyś prezentacja odczytu to było wydarzenie, na które rynki czekały z niecierpliwością. Obecnie zmiany ratingów nie wywołują już takich reakcji. 

Złoto i notowania franka – 5000 USD za uncję?

M.P.: Złoto – w momencie gdy rozmawiamy o tym co się wydarzy w 2026 r. – znowu przekroczyło 4300 dolarów. Frank szwajcarski, choć ostatnio złapał zadyszkę, to w dalszym ciągu, zresztą już od wielu lat, jest wyraźnie powyżej parytetu z euro. Warto więc zastanowić się, jak bardzo inwestorzy wykazują obecnie awersję do ryzyka.

K.P.: Bank Szwajcarii jest w trudnym położeniu – inflacja jest bliska zeru, stopy procentowe wynoszą 0%, więc jedyne co pozostało tej instytucji, aby pobudzić gospodarkę i wzmocnić eksport, to powrót do ujemnej stopy procentowej. 

A.F.: Oddzieliłbym franka od złota, choć występują razem jako bezpieczne przystanie, a frank bywa nazywany walutowym złotem. Trudno mówić w tej chwili o awersji do ryzyka na rynku, bo mamy rajdy na wielu aktywach, w tym tych ryzykownych. Inwestorzy chcą jednak zabezpieczać częściowo te pozycje. Trudno je aktualnie zabezpieczać w jenie, trudno w dolarze. Mimo że dolar długo jeszcze pozostanie królem na rynku walutowym, to proces dedolaryzacji postępuje. W tym kontekście frank przyciąga, ale przyciąga też złoto, które moim zdaniem nie skończyło jeszcze bicia historycznych rekordów. Widzimy to też po bankach centralnych, które zmniejszają swoje rezerwy  w walutach i  przechodzą na złoto. Już 20% rezerw w bankach centralnych globalnie to złoto i myślę, że banki centralne, na czele z Ludowym Bankiem Chin, będą kontynuowały ten trend.

Ogólne prognozy na 2026 r. – czy bańka pęknie?

A.F.: Uważam, że – jeżeli nie wydarzy się nic zaskakującego, co mocno zatrzęsie rynkami – to będzie to dobry rok dla wielu gospodarek, dobry czas, aby inwestować w różne aktywa. 

K.P.: Choćby złoto – spodziewam się kontynuacji trendu wzrostowego na złocie w kierunku 5 tysięcy dolarów za uncję.

K.A.: Ja jestem mniej optymistyczny. Wspominaliśmy już o Japonii, jako o czynniku  ryzyka dla globalnych rynków. W 2026 r. uważnie patrzyłbym na Daleki Wschód – jeżeli coś groźnego dla rynków ma się wydarzyć na świecie, to właśnie w regionie Chin i Japonii. 

M.P.: Moim zdaniem 2026 rok będzie zły dla rynków. Akumulacja kapitału w miejscach relatywnie wolnych od ryzyka może zapowiadać przesilenie na giełdach. Na rynku jest bardzo dużo kapitału, bardzo dużo z tych inwestycji poszło w technologię, która nie ma na razie dobrej komercjalizacji. Będziemy więc mieli może nie bańkę, ale pewną korektę wyceny technologicznych spółek, które obiecały bardzo dużo, a nie dowiozą aż tyle. To może być trudny moment powrotu do „spokojniejszych” inwestycji, bardziej wolnych od ryzyka. I wbrew pozorom polska gospodarka wcale nie musi na tym stracić, bo nasze zaangażowanie w najbardziej innowacje technologie jest niewielkie.

Posłuchaj całej dyskusji ekspertów naszego serwisu. Tutaj znajdziesz Prognozy 2026 w wersji audio i wideo.

Zniżka dla nowych Klientów

Odbierz 500 punktów na wymianę
CHF/USD/EUR/GBP bez spreadu !

Wpisz swój e-mail, a wyślemy Ci kod rabatowy.